niedziela, 8 stycznia 2017

Ziaja - Lano- maść sposobem na kuszące usta zimą:)

Witajcie:) dobrą chwilę nas u nie było, częściej udzielamy się na instagramie, więc jeszcze nie zaobserwowałyście naszego konta, to zapraszamy:) Ten rok rozpoczęłyśmy od utraty anonimowości wstawiając wspólne zdjęcie :) myślę że na ten temat powstanie jakaś dłuższa lifestajlowa notka;)
Kuszące usta nawet w mroźne dni? Dlaczego nie, natura ma sposób na wszystko.

LANOLINA.... wasze pierwsze skojarzenie?, tak, moje też- Woolite :) Część może wie, ale dla reszty niezagłębionej powiem, że lanolina to naturalny wosk zwierzęcy, pozyskiwany z wełny owczej. Trochę obrzydliwe? To co powiesz na parafinę którą wcierasz sobie w twarz wraz z kremami która jest wydzielana między innymi z ciężkich frakcji ropy naftowej o temperaturze wrzenia ponad 350 °C lub z frakcji smół wytlewnych z węgla brunatnego (Źródło: wikipedia) Tak... Dajcie tę lanolinę!:)
Naturalna lanolina jest szeroko stosowana w przemyśle zarówno kosmetycznym jak i aptecznym. Działa zmiękczająco na naskórek, zapobiega utracie nawilżenia a także zwiększa elastyczność skóry, przez co pozwala uniknąć pęknięć. Mało? jest to naturalny sposób, a ten argument mnie przekonuje najbardziej.
Teoretycznie Lano-maść przeznaczona jest do pielęgnacji brodawek sutkowych matek karmiących. Jednak co to za przyjemność stosować kosmetyki zgodnie z ich przeznaczeniem:) Tak się składa że akurat nie karmimy piersią :D dlatego musiałyśmy znaleźć inną część ciała na której użyjemy tego hitu internetu. Usta to idealny odpowiednik:)
Skład produktu bardzo krótki- lanolina :)
Dobrym pomysłem było by wprowadzenie przez Ziaję tej samej lanoliny tylko że przeznaczonej do ust- chodzi tu o jakiś przyjaźniejszy aplikator, na razie jest to mini tubka z typowym dla kremów "koreczkiem" który średnio nadaje się do bezpośredniej aplikacji na usta, zwłaszcza bez użycia palców- co od razu staje się mniej higieniczne.
Komfort stosowania? Jak dla mnie jest to uczucie filmu na ustach- dość treściwego ale zarazem lekko tłustego- do czego jestem średnio przyzwyczajona gdyż od dłuższego czasu stosuję pomadki Himalaya które są bardzo treściwe ale i "tępe". Jednak nie popadajmy w paranoję- nie jest to parafina na ustach z tanich smrodliwych pomadek, które ślizgają się po ustach i są obrzydliwe.
Kolor jest naturalnie żółty, kiedy temperatura spada gęstnieje dlatego czasem jest trudno wycisnąć ją z tubki.
Ps: efekt "WOW" po peelingu ust i lanolinie gwarantowany:)
Skusicie się na nią tej zimy? Czy macie jakieś inne sposoby na usta?:)

2 komentarze :

  1. Oryginalny pomysł. Na pewno przyda się osobom, które wolą leczyć niż zapobiegać, a takich też jest niemało ;)
    Obserwuję i zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj zdecydowanie przydałaby mi się. Ja na popękane usta stosuję miód i spisuję się naprawdę dobrze :)

    Pozdrawiam,
    http://my-little-world-olimpia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Podziel się z nami swoim zdaniem na ten temat! :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka