poniedziałek, 22 października 2018

Pracuję w szpitalu psychiatrycznym.

Psychiatryk, wariatkowo, dom wariatów- jakie nazwy jeszcze przychodzą Wam do głowy? Temat szpitala psychiatrycznego budzi wiele emocji, dlatego jako osoba z wewnątrz postanowiłam uchylić rąbka tajemnicy :)
Photo by Jon Butterworth on Unsplash

piątek, 10 sierpnia 2018

Bielenda CC cream Body Perfector- sposób na perfekcyjną skórę w kilka sekund

Lato w pełni. Fala upałów. A ja i moje nogi nadal odbijamy światło:) Kto jeszcze jest takim białasem jak ja?:) Bez względu czy jesteś po mojej stronie barykady czy po przeciwnej, warto jest czytać dalej, bo Bielenda znalazła dla nas ratunek:)



niedziela, 5 sierpnia 2018

Second Hand - czy to wstyd?


Dzień dobry:) Dziś chciałam poruszyć coraz częściej pojawiający się temat w internecie ( albo przynajmniej ja mam takie wrażenie [czyżby cookies???]) W każdym razie coraz częściej przewija się temat second handów. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam, jakie jest moje zdanie w tym temacie, oraz przedstawić zarówno plusy jak i minusy kupowania rzeczy w second- handach.




Second handy przez długi czas uważane były za sklepy " dla biednych", nazywane "szmateksami", "dziadami" "grzebalniami". I było w tym nieco racji. "Ciuchy" same pracowały na swój wizerunek. Jeszcze 10 lat temu, ciucholandami określano sklepy, w których zatęchłe często ubrania- bardzo wątpliwej jakości- nierzadko z dziurami, plamami- w skrócie - szmaty, zalegały w pozbijanych januszowymi sposobami pudłach ze starej sklejki po wymienianych u babci meblach i czekały na chętnych. W tamtych czasach również i ceny były wyższe, rzadko trafiały się ubrania za 1, 2 czy 3 zł. Z osobistych wtrąceń muszę dodać, że wtedy czułam wilki wstyd, wchodząc z mamą do takiego sklepu. Finansowo było u nas różnie, i zwłaszcza w tych słabszych momentach wiedziałam, że nie mogłam pozwolić sobie na nową bluzkę prosto z oświetlonej witryny. Jednak kupowanie w second-handach było dość naznaczające. Czułam, że manifestuje przez to nasz status ekonomiczny, że jesteśmy tą "rodziną biednego (gorszego?) sortu". Dlatego nie lubiłam szmateksów w pobliskich miejscowościach. Bałam się, że ktoś mnie tam zobaczy. Bardzo dbałam, aby nikt nie widział jak wchodzę/wychodze tamtego sklepu. Dlatego też najbardziej lubiłam chodzić do szmateksów w bardziej oddalonych miejscowościach. Zabierałam też zadrukowane reklamówki, ponieważ przez zwykłe przezroczyste siatki było widać wrzucone w nieładzie ciuchy (przecież w markowych sieciówkach panie ładnie składają ubrania). Nie wiem, czy znajomi wiedzieli, że część moich rzeczy jest ze szmateksów, pewnie się domyślali. Nie chwaliłam się tym, uważałam o za powód do wstydu, że nie stać mnie na wyjście do galerii i zakupienie torby wątpliwej jakości ubrań z sieciówek ale z metką która była symbolem prestiżu.

Dziś uważam, że moje podejście było niedojrzałe. Bo i taka przecież wtedy byłam. Byłam dzieckiem, które pod presją społeczeństwa czuło nie potrzebę a wręcz obowiązek bycia "bogatym". Pokazania życia ponad stan. No cóż. Mogę jedynie dodać, że trwało to bardzo długo. Za długo.

Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Zmienił się charakter second handów. Z pospolitych grzebaczy zmieniły się w sklepy, z ubraniami podzielonymi na sekcje, powieszonymi na wieszakach, przebranymi, posegregowanymi, wolnymi od uszkodzeń.
Moje podejście zmieniło się dopiero na studiach, gdy po części "zerwałam" kontakt ze swoim otoczeniem i przeprowadziłam się do Krakowa. Szczerze mówiąc, gdzieś głęboko w duszy cieszyłam się właśnie z tego, że jest tam dużo secondhandów, że będę mogła bez zbędnych technik maskujących wyskoczyć na miasto i "pogrzebać". Po niedługim czasie, po paru podchodach, udało nam się wyczuć siebie wzajemnie z Olą. Okazało się, że obie miałyśmy podobne podejście, i chciałyśmy wybadać, jakie podejście ma druga strona do zakupów w niższym sorcie. Bardzo szybko okazało się, że na szczęście obie mamy podobne zdanie. Myślę, że był to jeden z gwoździ, które jeszcze bardziej scalił naszą znajomość :) 


Jak teraz podchodzę do zakupów w second- handzie?
Dla mnie jest to jak sport:) hobby, relaks. Lubię tam chodzić. Idę tam i włącza mi się tryb "hunter", to jak polowanie:). Podobno mężczyźni posiadają pierwotną potrzebę polowania i ja teżko:) Wychodząc na zakupy czuję, że jest to szansa na zakup jakiejś perełki ubraniowej. Nie czuję już wstydu, choć musiałam do tego dorosnąć. Jedni lubią zakupy w masówkach, inni polowanie w second- handach:)


Zalety kupowania ubrań w second- handach:

1. Szansa na prawdziwą perełkę
- można tu trafić na naprawdę cenny, modny ciuszek. 

2. Niepowtarzalność
- rzadko  zdarzy się, aby można było spotkać kogoś w takim samym stroju, jak Twój z second- handu

3. Niski budżet
- umówmy się- używane ubrania są zawsze dużo tańsze od tych w sieciówkach.

4. Dobra jakość
- ubrania, które widzisz w second- handzie to ciuchy, które swoje już przeszły. Koś je nosił, prał. Zostały prane zanim powieszono je na tym wieszaku. Zatem widzisz, jaka jest ich docelowa forma. Od razu można ocenić jakość użytego do produkcji materiału, sposób wykonania. Masz pewność, że to, jak ciuch wygląda teraz, nie zmieni się po praniu, bo nie jest jego pierwszym. A jak to jest przypadku ubrań z sieciówek? Ile razu szwy się rozeszły, obróciły, materiał się zmechacił a ubranie straciło swoją formę?

5. Zaspokojenie potrzeby polowania, satysfakcja
- znalezienie wspaniałej rzeczy daje mnóstwo satysfakcji

6. Znalezienie materiałów
- jeżeli zajmujesz się szyciem, przeszywaniem, to nie ma dla ciebie lepszego sklepu do zaopatrywania się w materiały. Można tam znaleźć naprawdę drogie tkaniny za bezcen.



Wady zakupów w secondhandzie:

1. Czasochłonność
- nie oszukujmy się, jeśli chcesz kupić coś fajnego, musisz poświęcić czas na znalezienie tej rzeczy. 

2. Kwestia higieniczna
- ubrania były noszone przez kogoś innego. Jednym to przeszkadza, innym nie. Dla mnie nie jest to przeszkoda. W sieciówkach ubrania są mierzone przez mnóstwo osób, i nie prane. 

3. Zapach
- jest on często odrzucający. Ja wchodząc do second- handu mam problem z alergią, zapach też jest dla mnie drażniący. Jednak pranie- czasem kilkukrotne, dobry płyn do płukania i sprawa rozwiązana.




A jakie jest Wasze zdanie odnośnie zakupów w second- handach? 
Chodzicie, kupujecie tam ubrania, czy jednak wolicie postawić na nowe sztuki? Bardzo jestem ciekawa, co Wy sądzicie na ten temat.

niedziela, 22 lipca 2018

Rękawica GLOV - czy Twój demakijaż wkroczy na nowy poziom?

No w końcu czas na recenzję ! Glovem cieszymy się już od kilku miesięcy. Po tym czasie Glov zdążył się już wyspecjalizować i zaczął produkować rękawice przeznaczone dla określonych typów cery. Choć wielki szum wokół fenomenu tej rękawicy już opadł i już coraz mniej dziewczyn chwali się używaniem rękawicy, to jednak postanowiłam napisać parę słów o tym kultowym produkcie.


środa, 21 lutego 2018

Dwuetapowa pielęgnacja rąk- LE CAFE MIMI

Ile jest sposobów na wysuszenie skóry  dłoni i sprawienie, że wygla jakby przeszczepiono Ci je od jakiejś staruszki ? Zapewne ile kobiet, tyle sposobów. Sama przerobiłam właśnie kilka z nich ( nie polecam zgubić rękawiczek i kremu do rąk jednocześnie - sprawdzone info). Poznałam jednak ostatnio również sposób, jak takie zniszczenia cofnąć i przywrócić ład i porządek na "dłoniowym polu bitwy":) 


piątek, 9 lutego 2018

Za zamkniętymi drzwiami B.A.Paris- piekło z psychopatą w tle

Jest po sesji, zatem znalazło się trochę czasu na przeczytanie czegoś innego niż notatki do egzaminu (w końcu). Dziś proponuję więc książkę, która utrzymuje nas w napięciu dosłownie po ostatnie słowa- Za zamkniętymi drzwiami B. A. Paris.

czwartek, 8 lutego 2018

Make-up Fixing Spray Golden Rose - recenzja

Podstawą długotrwałości makijażu jest odpowiednie "zacementowanie" go na twarzy ;) Dziś zapraszam na recenzję popularnego fixera z Golden Rose;)
Fixer ma za zadanie przedłużyć trwałość naszego makijażu, i powiem od razu że temu gagatkowi całkiem się to udaje. Makijaż zapsikany rano bez problemu wytrzymuje do samego wieczoru. Nie straszne mu wielkie wyjścia jak śluby, imprezy, czy upale dni. Dodatkowym atutem jest fakt, że pozbawia makijaż "pudrowości", dając naturalny efekt. 

opakowanie to 120 ml buteleczka z "psikiem", który daje całkiem przyzwoitą mgiełkę. 
Jaki i kiedy go nałożyć? Teoretycznie na końcu, jako uwieńczenie makijażu. Chociaż w drodze użytkowania, wypracowałyśmy inną strategię. Zapsikanie następuje po nałożeniu podkładu i pudru- zdejmuje pudrowość na twarzy i.... sprawia że nakładane kosmetyki do brwi mają większą trwałość. Oprócz tego zaraz po nałożeniu warto szybko powachlować twarz, aby fixer wyschnął. Gwarantuje nam to wykluczenie ewentualnego rozmazania makijażu, jeśli poszalałyśmy z psikaniem w jednym miejscu;)
Nie zauważyłam żeby fixer nie współgrał z którymś z podkładów, z wszystkimi kosmetykami pięknie się stapia.
Fixer jest bardzo przydatnym kosmetykiem, zwłaszcza, jeżeli jesteś jedną z tych kobiet które wychodzą wcześnie, a późno wracają, z pewnościa nie pożałujesz zakupu. Zaletą jest także cena, ok 20 zł., przy czym jest wyjątkowo wydajny.
Pozdrawiam,
Natalia

czwartek, 4 stycznia 2018

Peeling do dłoni Silcare Quin Sweet Grape recenzja

Święta święta i po świętach. Jedni żałują że już po, drudzy ocierając pot z czoła dziękują opatrzności że w końcu koniec. Jeśli jesteście w grupie osób które święta przeżyły pod znakiem zlewu, mopa i obsługiwania gości, zapewne zainteresuje was ten post;)

Dłonie to podobno wizytówka kobiety. Mogą wyglądać na dużo starsze niż nasza faktyczna metryka. Podobno od przybytku głowa nie boli, ale w tym przypadku możemy sobie odpuścić takich dodatków.  Jak? Jak już wielokrotnie pisałam, odpowiednią pielęgnacją dłoni. Zadbana skóra nie tylko będzie cieszyć nasze oko ale także unikniemy szczypania, pieczenia czy nawet pęknięć na dłoniach  w okresie zimowym, chyba nie są nam potrzebne dłonie "drwala":) Dziś chciałam podzielić się opinią peelingu do dłoni Quin Sweet Grape kremowy peeling do dłoni (110ml). Za duża zaletę muszę uznać opakowanie- kompaktowe, klasyczne do wyciskania jak w przypadku kremu. Sprawia że zabranie go np.: do pracy nie przysporzy wielkiego kłopotu, który mógłby się pojawić w przypadku peelingu z Ziaji o którym pisałam tutaj. --> bardzo dawno :D

Peeling ma biała barwę, przepięknie pachnie winogronowo- jeśli ktoś z was miał możliwość jeść japońskie żelki o tym smaku to zapach jest bardzo podobny:) MNIAM !:) Intensywny ale przyjemny, delikatnie podobny do lawendowych produktów z Biolaven. Jak pisze producent to kremowy peeling. Formułę można porównać do intensywnie treściwego kremu z dodatkiem korundu kosmetycznego.
Jeśli działać zgodnie z  zaleceniami, należy przez minutę wcierać w dłonie peeling, po tym czasie spłukać i delikatnie osuszyć. Załączam słowo producenta.
Jak go oceniam? Stosowanie produktu jest naprawdę przyjemne. Można powiedzieć że przez jeden zabieg kosmetyczny "odbebniamy" dwa - peelingujac załatwiamy też kremowanie, ponieważ smarując kremo-peelingiem jednocześnie złuszczamy skórę, poprawiamy ukrwienie, a także masujemy dłonie. Poza tym czy ktoś z Was kiedykolwiek wmasowuje krem przez minutę ? Ja na pewno nie :) ten czas peelingu to też czas kremowania. Dłonie po spłukaniu są natłuszczonego ale nie tłuste. Dodatki naturalnych olejków (lniany, awokado) i gliceryny dają nam uczucie miękkiej i nawilżonej skory. Jednak jak każdy peeling nie polecała bym stosowania go zbyt często chociaż wiem, wiem -jest uzależniający!  Dłonie po nim są wyjątkowo miękkie a skora jedwabiście gładka. Jeżeli wyciśniemy odpowiednią dawkę produktu, tak naprawdę spłukujemy już tylko drobiny peelingujace, ponieważ krem zdąży się wchłonąć.
Marka Silcare ma w swojej ofercie mnóstwo kosmetyków, macie z nimi doświadczenia ? Ciekawie wyglądają produkty do wlosow, ktoś z Was testował?
Pozdrawiam,
Natalia




Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia