piątek, 10 sierpnia 2018

Bielenda CC cream Body Perfector- sposób na perfekcyjną skórę w kilka sekund

Lato w pełni. Fala upałów. A ja i moje nogi nadal odbijamy światło:) Kto jeszcze jest takim białasem jak ja?:) Bez względu czy jesteś po mojej stronie barykady czy po przeciwnej, warto jest czytać dalej, bo Bielenda znalazła dla nas ratunek:)



niedziela, 5 sierpnia 2018

Second Hand - czy to wstyd?


Dzień dobry:) Dziś chciałam poruszyć coraz częściej pojawiający się temat w internecie ( albo przynajmniej ja mam takie wrażenie [czyżby cookies???]) W każdym razie coraz częściej przewija się temat second handów. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam, jakie jest moje zdanie w tym temacie, oraz przedstawić zarówno plusy jak i minusy kupowania rzeczy w second- handach.




Second handy przez długi czas uważane były za sklepy " dla biednych", nazywane "szmateksami", "dziadami" "grzebalniami". I było w tym nieco racji. "Ciuchy" same pracowały na swój wizerunek. Jeszcze 10 lat temu, ciucholandami określano sklepy, w których zatęchłe często ubrania- bardzo wątpliwej jakości- nierzadko z dziurami, plamami- w skrócie - szmaty, zalegały w pozbijanych januszowymi sposobami pudłach ze starej sklejki po wymienianych u babci meblach i czekały na chętnych. W tamtych czasach również i ceny były wyższe, rzadko trafiały się ubrania za 1, 2 czy 3 zł. Z osobistych wtrąceń muszę dodać, że wtedy czułam wilki wstyd, wchodząc z mamą do takiego sklepu. Finansowo było u nas różnie, i zwłaszcza w tych słabszych momentach wiedziałam, że nie mogłam pozwolić sobie na nową bluzkę prosto z oświetlonej witryny. Jednak kupowanie w second-handach było dość naznaczające. Czułam, że manifestuje przez to nasz status ekonomiczny, że jesteśmy tą "rodziną biednego (gorszego?) sortu". Dlatego nie lubiłam szmateksów w pobliskich miejscowościach. Bałam się, że ktoś mnie tam zobaczy. Bardzo dbałam, aby nikt nie widział jak wchodzę/wychodze tamtego sklepu. Dlatego też najbardziej lubiłam chodzić do szmateksów w bardziej oddalonych miejscowościach. Zabierałam też zadrukowane reklamówki, ponieważ przez zwykłe przezroczyste siatki było widać wrzucone w nieładzie ciuchy (przecież w markowych sieciówkach panie ładnie składają ubrania). Nie wiem, czy znajomi wiedzieli, że część moich rzeczy jest ze szmateksów, pewnie się domyślali. Nie chwaliłam się tym, uważałam o za powód do wstydu, że nie stać mnie na wyjście do galerii i zakupienie torby wątpliwej jakości ubrań z sieciówek ale z metką która była symbolem prestiżu.

Dziś uważam, że moje podejście było niedojrzałe. Bo i taka przecież wtedy byłam. Byłam dzieckiem, które pod presją społeczeństwa czuło nie potrzebę a wręcz obowiązek bycia "bogatym". Pokazania życia ponad stan. No cóż. Mogę jedynie dodać, że trwało to bardzo długo. Za długo.

Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Zmienił się charakter second handów. Z pospolitych grzebaczy zmieniły się w sklepy, z ubraniami podzielonymi na sekcje, powieszonymi na wieszakach, przebranymi, posegregowanymi, wolnymi od uszkodzeń.
Moje podejście zmieniło się dopiero na studiach, gdy po części "zerwałam" kontakt ze swoim otoczeniem i przeprowadziłam się do Krakowa. Szczerze mówiąc, gdzieś głęboko w duszy cieszyłam się właśnie z tego, że jest tam dużo secondhandów, że będę mogła bez zbędnych technik maskujących wyskoczyć na miasto i "pogrzebać". Po niedługim czasie, po paru podchodach, udało nam się wyczuć siebie wzajemnie z Olą. Okazało się, że obie miałyśmy podobne podejście, i chciałyśmy wybadać, jakie podejście ma druga strona do zakupów w niższym sorcie. Bardzo szybko okazało się, że na szczęście obie mamy podobne zdanie. Myślę, że był to jeden z gwoździ, które jeszcze bardziej scalił naszą znajomość :) 


Jak teraz podchodzę do zakupów w second- handzie?
Dla mnie jest to jak sport:) hobby, relaks. Lubię tam chodzić. Idę tam i włącza mi się tryb "hunter", to jak polowanie:). Podobno mężczyźni posiadają pierwotną potrzebę polowania i ja teżko:) Wychodząc na zakupy czuję, że jest to szansa na zakup jakiejś perełki ubraniowej. Nie czuję już wstydu, choć musiałam do tego dorosnąć. Jedni lubią zakupy w masówkach, inni polowanie w second- handach:)


Zalety kupowania ubrań w second- handach:

1. Szansa na prawdziwą perełkę
- można tu trafić na naprawdę cenny, modny ciuszek. 

2. Niepowtarzalność
- rzadko  zdarzy się, aby można było spotkać kogoś w takim samym stroju, jak Twój z second- handu

3. Niski budżet
- umówmy się- używane ubrania są zawsze dużo tańsze od tych w sieciówkach.

4. Dobra jakość
- ubrania, które widzisz w second- handzie to ciuchy, które swoje już przeszły. Koś je nosił, prał. Zostały prane zanim powieszono je na tym wieszaku. Zatem widzisz, jaka jest ich docelowa forma. Od razu można ocenić jakość użytego do produkcji materiału, sposób wykonania. Masz pewność, że to, jak ciuch wygląda teraz, nie zmieni się po praniu, bo nie jest jego pierwszym. A jak to jest przypadku ubrań z sieciówek? Ile razu szwy się rozeszły, obróciły, materiał się zmechacił a ubranie straciło swoją formę?

5. Zaspokojenie potrzeby polowania, satysfakcja
- znalezienie wspaniałej rzeczy daje mnóstwo satysfakcji

6. Znalezienie materiałów
- jeżeli zajmujesz się szyciem, przeszywaniem, to nie ma dla ciebie lepszego sklepu do zaopatrywania się w materiały. Można tam znaleźć naprawdę drogie tkaniny za bezcen.



Wady zakupów w secondhandzie:

1. Czasochłonność
- nie oszukujmy się, jeśli chcesz kupić coś fajnego, musisz poświęcić czas na znalezienie tej rzeczy. 

2. Kwestia higieniczna
- ubrania były noszone przez kogoś innego. Jednym to przeszkadza, innym nie. Dla mnie nie jest to przeszkoda. W sieciówkach ubrania są mierzone przez mnóstwo osób, i nie prane. 

3. Zapach
- jest on często odrzucający. Ja wchodząc do second- handu mam problem z alergią, zapach też jest dla mnie drażniący. Jednak pranie- czasem kilkukrotne, dobry płyn do płukania i sprawa rozwiązana.




A jakie jest Wasze zdanie odnośnie zakupów w second- handach? 
Chodzicie, kupujecie tam ubrania, czy jednak wolicie postawić na nowe sztuki? Bardzo jestem ciekawa, co Wy sądzicie na ten temat.

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia