czwartek, 17 października 2019

Czy jako Polka jestem chora???

Witajcie po przerwie nawet nie wiem jak długiej :)
Wiele się zmieniło od ostatniego posta, o wielu rzeczach nie miałam czasu napisać. Wyszłam za mąż. Tak, świeżo upieczona mężatka ze mnie. Jak jest? Powiem Wam za 10 lat ;D Ciężko wypowiadać się na temat małżeństwa będąc w nim zaledwie od trzech tygodni. Byliśmy też na podróży poślubnej. 


Wybraliśmy popularny, wręcz lekko groteskowy kierunek- Gran Canarię. Dlaczego? A kto wie gdzie kręcą pamiętniki z wakacji...? No właśnie, może dlatego miałam jakieś dziwne uczucie lekkich podśmiechujków kiedy mówiłam  niektórym ludziom, gdzie lecimy. Może i jest to kurort Polsatu ale... jak tam jest pięknie. Pogoda 100%. My byliśmy tam 1-8 października i codziennie mieliśmy temperaturę 33-36 stopni. Przypomnę, że to w zasadzie sezon zimowy. Wszystko się udało, jesteśmy zadowoleni zarówno z wyboru wyspy jak i z hotelu. Więcej o samym wyjeździe być może napiszę w osobnym poście.
Wyszłam od wyjazdu, ponieważ właśnie on przyczynił się do przemyślenia, o którym chciałabym tu napisać. Przez tydzień spędzony wśród tamtejszych ludzi, tzw.: południowców, byliśmy w stanie zobaczyć, jak bardzo nasza, środkowoeuropejska mentalność różni się od tamtejszej. Jaki trend panuje aktualnie? Mieć więcej, dorobić się, być "Kimś", mieć stanowisko, karierę, pieniądze. Często kosztem zdrowia fizycznego ale częściej też psychicznego ( a to akurat widzę, bo jak pisałam kiedyś- pracuję w szpitalu psychiatrycznym). Kosztem więzi rodzinnych. Kosztem też naszego samopoczucia. Bo my, Polacy, całe życie za czymś biegniemy. Cały czas w drodze. Zbieram na samochód. Kupiłem samochód. Na co będę zbierał? Muszę zbierać. o! nowy dom! zbieram na dom . Kupiłem dom. o!.... I tak do śmierci. Usłyszałam takie powiedzenie południowców, którego sens był mniej więcej taki:
"I po co mi być najbogatszym na cmentarzu?"
I nie można mu nic zarzucić. Jest absolutnie w punkt. To nie nawoływanie do życia w skrajnym ubóstwie, o nie! To bardziej zachęta do życia na tyle, na ile potrzebujemy. Naprawdę potrzebujemy tego nowego telewizora? Masz wgl czas, żeby oglądać telewizję? Po co ci najmodniejszy zestaw wypoczynkowy jak nawet nie masz kiedy na nim usiąść i odpocząć. 

Tak jest, biegniemy, czasem za szybko. I przeskakujemy zwykłe, codzienne chwile, narzekając że nic dobrego nas w życiu nie spotyka, że ciężko jest. A może gdybyś zwolnił, to i lżej by Ci było, i zobaczył byś ile przeskoczyłeś, a i może docenił coś więcej?

Zobaczyłam tam, jak ludzi cieszy ich praca. Jak kelnerzy, pokojówki podśpiewując przechodzili po sali. Jak kucharze przewracając kolejnego pancake poruszając się tanecznym krokiem z Makareną na ustach zarażali dobrym humorem nierzadko zachmurzonych urlopowiczów. To tak skrajnie inne podejście- przyjrzałeś się kiedyś obsłudze w polskich hotelach? Też czasem masz wrażenie, że są tam za karę? A dlaczego? Bo takie panuje przekonanie, że będąc "zwykłym" kelnerem/pokojówką/recepcjonistką/kucharzem nie można być szczęśliwym, bo nie jest się kierownikiem, bo to nie jest szczyt prestiżu. A może szczytem prestiżu powinno być zadowolenie z pracy? Dlaczego Pan jadący w śmieciarce miałby być mniej szczęśliwy i dumny z siebie niż kierownik banku, który w dodatku nienawidzi swojej pracy ale jest prestiżowa?  Jest jakiś dziwny trend porównywania i określania miary szczęścia- ty jesteś zwykłym kasjerem, to pewnie nie jesteś zadowolony, ty lekarzem to pewnie jesteś bardziej zadowolony no ale szczęśliwy to musi być dopiero ordynator, no bo on to faktycznie do czegoś doszedł. Brzmi znajomo? Dlatego w tytule zadałam pytanie; czy jako Polka jestem chora?
Chora na porównywanie i mierzenie szczęścia ludzi oraz nieustanny wyścig po cudzy wymiar szczęścia. Tak, jestem. Ale świadomość choroby to pierwszy krok do wyleczenia.

Chętnie poczytam, co Ty o tym sądzisz.
Pozdrawiam,
Natalia

2 komentarze:

Podziel się z nami swoim zdaniem na ten temat! :)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia